środa, 10 sierpnia 2016

Mama

www.yoanna1992.pinger.pl

Pewna mama była słaba, 
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora.

Doktor włożył okulary,
Chociaż nie był nazbyt stary. 
Dokumentnie mamę zbadał 
No i wreszcie tak powiada:

Pani za nadto się poci,
Niech Pani unika wymiocin.
Niech Pani dziecka nie kąpie,
Bo Pani kręgosłup znów tąpnie.
Niech Pani skłonów unika,
Niech syn na Panią nie sika.
Niech Pani oszczędza kolana, 
Niech Pani, Pani kochana
Na siebie hucha i dmucha,
Najlepiej zastygnie w bezruchu!

Wraca mama od doktora,
Myśli sobie: "Jestem chora!"
A doktora chora słucha...
Jakże tylko tkwić w bezruchu?

Leczyła się mama, leczyła.
W bezruchu zaś długo nie tkwiła.
Jak głosi bowiem wieść gminna,
Taka mama to postać fikcyjna!

poniedziałek, 25 lipca 2016

Kawa? Ciepła? Poproszę!


Bycie rodzicem to niesamowita sprawa, te buźki, te stópki, te śmieszki, heheszki... no po prostu miód malina! Ale są takie momenty w zyciu rodzica, kiedy tęskny wzrok sam odlatuje w stronę dorosłych uciech ;) Owszem, są rodzice, którzy zarzekają się, że tylko i zawsze dziecko i najchętniej 48 godzin na dobę by z nim spędzali ;) Oficjalnie zazdroszczę takim ludziom, a nieoficjalnie zawsze zastanawiam się, co jest z nimi nie tak? Albo ze mną;) Tak czy inaczej, jako zwilenniczka filozofii: "szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko" staram się znaleźć czas na dorosłe uciechy w stylu fryzjer, kosmetyczka, fitness czy po prostu ciepła kawa;) Oto moje na to sposoby :D

1. Taki charakter 
Na temperament nic, Pan, nie poradzisz. Syn mój, prawdopodobnie po obu dziadkach, ceni sobie spokój duszy. To z kolei sprawia, że jest mało konfliktowy i raczej wyluzowany;) Mało tego, zdaje się, że jeszcze bardziej niż spokój ceni sobie dobry sen, co praktykuje powszechnie. Te dwie cechy czynią go bardzo lubianym bobasem i sprawiają, że ludzie często i z chęcią wokół niego przebywają;)



2. Drugi człowiek 
W moim przypadku jest to Kolega Małżonek, ale może też być to ktokolwiek: konkubent, partner, przyjaciel czy jakiś inny rodzaj współspacza ;) Wychodzę z założenia, ze zwany bardzo formalnie ojciec dziecka łachy nie robi opiekując się swoim wlasnym potomkiem :) W końcu to jego prawo i obowiązek ;) Jeśli akurat współspacza brak, to myślę, że od czasu do czasu warto poprosić kogoś z zewnątrz. Ja już dawno powinnam złożyć jakąś ofiarę dziękczynną za chętnych i bezpośrednich, a przy tym dyspozycyjnych dziadków :D

3. Rutyna
Tutaj będzie kontrowersyjnie, bo oto wyłamuję się z trendu ortodoksyjnego nurtu rodzicielstwa bliskości i wprowadzam w domu tresurę (jak to niektórzy nazywają). Otóż mając w domu małe aniele skrzyżowane z leniwcem, które od samego początku trzeba było obudzić żeby nakarmić, pozwoliliśmy sobie wprowadzić stały plan dnia. Oznacza to, ze Młodzież karmi się co trzy godziny. Oczywiście nie z zegarkiem w ręku, albowiem łaskawie dopuszczam tu wariacje w temacie ;) Oprócz tego, że posiłki są serwowane co trzy godzinki, to jeszcze po nich następuje konkretna sekwencja, czyli jedzenie, zabawa (tudzież rozrywka, jak np. zmiana pieluszki;) ), a kiedy pacjent się zmęczy, wtedy przycinamy komara :) Taki plan pozwala mi zaplanować dzień i zaaranżować od czasu do czasu samowolne oddalenie;)



4. Laktator
Dzięki niemu mogę udać się na samowolne oddalenie nawet na dłużej;) albo po prostu scedować wieczorne karmienie na Kolegę Małżonka :D


5. Chusta
Magiczny sposób na uwolnienie górnych kończyn, a przy okazji na pobycie trochę razem. Również dobra na małe i duże smuteczki, cierpienia poszczepienne lub też zwyczajne marudne wtorki;) Polecam również na spacery z psem! Mój już jest zaprogramowany i kiedy tylko widzi jak się motamy, już macha ogonem na myśl o zielonej trawce. I żeby była jasność: chusta dobrana po rozmowie z certyfikowanym doradcą i noszona po kilkugodzinnym spotkaniu z takową, a nie tam żadne jutubowe szkolenia. Noszenie dziecka w chuście to nie wymiana pedałów w rowerze, żeby polegać na samych tutkach w internecie.



6. Mikrofalówka
Są takie dni kiedy nawet aniołki nie ogarniają, współspacza nie ma w domu, babcia z dziadkiem są akurat zajęci i ogólnie średnio wszystko idzie. Wówczas na ciepłą kawę raczej nie ma szans, bo właśnie w połowie drogi tyłka na sofę, kanapę czy miękki fotel, dziecko akurat zaczyna płakać, a wtedy, jak mawia Adaś Miauczyński dupa z pisaniem, chu... z poczytaniem. W takie dni kawkę serwuję sobie w ratach, a jej ciepło mogę łatwo i szybko odzyskać za pomocą mikrofalówki;)



Dziękuję za uwagę i przepraszam za przerwę w lekcji ;)


P.S. Powyższe fotki pochodzą z mojej osobistej galerii, jeśli któraś Ci się spodoba i zdecydujesz, że musisz ją mieć, poproś o udostępnienie, albo chociaż podlinkuj jej źródło ;) Peace!

poniedziałek, 4 lipca 2016

Sprzedam, kupię, zamienię

Generanie, to sytuacja kształci się tak: Allegrosze, OLXy i inne Tablice są dla mięczaków i starych trufli w jednym. Teraz naród handluje lokalnie na fejsbukowych grupach sprzedażowych! Zasady są proste, jak gumka w gaciach: prosisz o przyjęcie do grupy, ktoś Cię tam wpuszcza i śmigasz. Już możesz sprzedać własną babcię za wszy i młode chrabąszcze. Jednak wszystko tylko z pozoru wydaje się proste...

www.fastcompany.com

Otóż... wiadomo, że naród na fejsie głównie scrolluje, więc jeśli chcesz przykuć jakoś uwagę, to nie obejdzie się bez zdjęć. Tutaj trzeba pamiętać, że zdjęcia muszą być PRECYZYJNE. Dajmy na to, że oddajesz materac. Choćbyś napisał sto razy, na różowo, pogrubionym, ze chcesz oddać TYLKO materac,  a na zdjęciu umieścisz całe łóżko, to naród i tak będzie dzwonił i ochoczo informował Cię, że chętnie weźmie od Ciebie to łóżko ;) Jak by nie patrzeć, ewidentnie wprowadzasz klientów w błąd tym zdjęciem ;P Jeśli lubisz swoje żyłki i nie chcesz, żeby Ci któraś poszła podczas nagłego zalewu krwi, to dla swojego zdrowia psychicznego umieszczaj na zdjęciach tylko to, co chcesz sprzedać; )

Cena... I tutaj mamy podobną sytuację, jak w przypadku zdjęcia. W grupie sprzedażowej możesz sobie w ogóle darować takie pierdoły jak cena produktu, bo w komentarzach i tak przeczytasz : " cena?" albo (jeśli ktoś bardziej piśmienny)"jaka cena?", nawet jeśli jak byk napiszesz, że ODDASZ ZA DARMO

Nie spodziewaj się też przypadkiem pełnych zdań. Poprawność ortograficzna też nie jest specjalnie wymagana. Przygotuj się raczej na jednowyrazowe  (ba, nawet jednosylabowe) komentarze typu: "cena?", "cena i rozmiar? ", "priv". To ostatnie oznacza, że ktoś jest już poważnie zainteresowany i napisał do Ciebie wiadomość i albo dobijecie targu, albo Cię zbluzga ;) 

Ogólnie nie nastawiaj się na jakieś mega głębokie treści, bo on dłuższy tekst, tym mniej ludzi go przeczyta, a jeśli już to niestety połowa bez zrozumienia i tyle będziesz z tego miał, Czytelniku drogi :) Możesz śmiało zapomnieć o ortografii, znakach diakrytycznych (ładefak są znaki diakrytyczne?!), czy interpunkcji. Oczywiście miło byłoby tego doświadczyć, ale na grupach sprzedażowych nie ma czasu na takie pierdoły. Podobnie jak na pełne zdania, poprawną składnię, czy wielkie litery. Ogólnie podejrzewam, że kiedy polonista czy zwyczajny językowy purysta zagląda na taką grupę, nierzadko dostaje lekkiego zawału czytając treść ogłoszeń.

www.lachschon.de


Ot, taki mały przewodnik po sprzedażówkach w sieci ;) Takie życie, taki rap ;)

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Wielka tragedia się w naszym bloku stała!!!

Otóż wielka tragedia się w naszym bloku stała, bo oto, zupełnie nie wiadomo kiedy, ktoś zajumał mi fotkę z igersa [nerw]! Tak po prostu, w biały dzień, wziął i zajumał! Na początku pomyślałam sobie: ta zniewala krwi wymaga! No bo jakże to tak?! Ktoś najzwyczajniej w świecie kopiuje sobie moje zdjęcie i wrzuca na swój profil jako swoje?! Pomijam już fakt jak bardzo mój umysł nie ogarnia sensu tego czynu, bo ani to zdjęcie jakieś artystyczne ani nic ;) No ale tę kwestię może rozstrzygnąć tylko złodziej ;)
www.hercampus.com

Wtedy, nagle ikonka igersa w telefonie zdaje się do mnie cichutko przemawiać:

"Brawo, Sherlocku, brawo! Ciekawe kto te wszystkie zdjęcia w sieci umieścił? Nawet regulaminu nie przeczytał, a teraz wielkie mi halo! Wrzucasz na insta dziesięć fotek dziennie, wszyscy wiedzą już jakie ciuchy masz w szafie, są w stanie odtworzyć dokładnie Twój tygodniowy jadłospis, wiedzą gdzie, kiedy i z kim bywasz i, przede wszystkim, kiedy czyscisz swoje lustro do selfiaków ;) Robisz raban o kilka fotek, które sama do sieci wrzucilaś. No, chyba że instagram od wczoraj już nie działa w sieci [lol]!
www.globalresearch.ca

Że co? Że niby ktoś je rozpowszechnia na swoim profilu i mogą je oglądać jacyś zboczeńcy ? Bitch please! Jeśli zboczeniec rzeczywiście będzie chciał zobaczyć zdjęcia Twojej kawy z rana albo bajzlu za łóżkiem, który zgarnął nagrodę National Geographic w kategorii Mistrz Drugiego Planu, to uwierz mi, nie musi odwiedzać wcale forum dla dewiantów. Myślę, że #polishgirl #jestembojestes i inne #heheszki zrobią robotę;)

www.theconfusedyoungadult.wordpress.com

Prawa autorskie, powiadasz? To ciekawe! A kto po zamknięciu pirate baya trzymał kompa przez tydzień pod łóżkiem [lol]?! No i ciekawe czemu na rozprawce z polskiego zabrakło miejsca na informację o tym, ze niektóre wnioski były żywcem ściągnięte z opracowania albo innej Wikipedii ;) Takie jest życie, fota raz wrzucona do sieci zaczyna żyć swoim życiem i jak nie chcesz, żeby ktoś ją skopiował, to jej po prostu nie wrzucaj."

Tako rzekła ikonka i zastygła w bezruchu  na ekranie;)

www.pinterest.com

P.S. Tak naprawdę to mi wcale nikt nie ukradł tych zdjęć. Chyba jeszcze nie jestem odpowiednim kalibrem instacelebryctwa ;)

czwartek, 26 maja 2016

Dzień Matki

Klęska urodzaju. Dzień Matki i Boże Ciało w jednym. 4.45. Kolega Małżonek nachyla się nade mną i czule muska ustami mój policzek. Otwieram jedno oko, potem powoli drugie. Uśmiecham się, na co on mówi aksamitnym głosem: „Obudził się…” [bęc!] Próbuje się jeszcze tłumaczyć, że próbował go uśpić, ale że już późno, a on musi się zbierać do pracy…

Kto w ogóle pracuje w Boże Ciało?! Internetów się burżujom zachciewa, a potem mój stary musi zasuwać w świątek, piątek czy niedzielę! Ale nie o tym…

Skrzydła matczynej miłości podnoszą mnie z łóżka. Serio, gdyby nie one, to wcale bym nie wstała. Niczym bohaterka Nocy żywych trupów zmierzam ruchem posuwistym do komnaty jaśnie pana, który po raz kolejny tego dnia wzywa (przypomnę tylko, iż wciąż jeszcze na zegarze nie wybiła piąta!). Szybka ocena sytuacji: na szczęście nie jest źle. Młody zrezygnował z opcji Dziecko Rosemary i sięgnął po lżejszy kaliber, jakim jest delikatne zawodzenie i meczenie niczym mała koza. Jednym słowem: sytuacja jak najbardziej do ogarnięcia. Po wielkości gałek ocznych i zagęszczeniu ruchów wnioskuję, że spania już raczej z tego nie ukręcimy, przynajmniej nie do śniadania ;) Rozsiadam się zatem w bujanym fotelu z Młodzieżą pod pachą. Młodzież ta wije się jak mała flądra wyciągnięta z wody, co niestety nie wróży dobrze. Grymas na twarzy też nie byle jaki, ale cały czas jeszcze mam nadzieję… Paradoks naszej sytuacji polega na tym, że ja przymykając oko niemalże usypiam, natomiast Młodzież zdaje się W OGÓLE NIE MRUGAĆ. Oczy ma za to wielkie jak pięć polskich nowych złotych, a mina wciąż nie zapowiada niczego dobrego. Lulamy się zatem w tym fotelu i zastanawiam się, o co Młodzieży może tym razem chodzić. Staram się przy tym nie przejmować, że moje dociekania przypominają nieco rozmowę głuchego z niemową. Nie sięgam już nawet po moje dwie mądre księgi pod tytułem parentingowy must have, bo boję się, że gdybym tylko zaczęła się w nie zagłębiać o tej porze, okazałoby się, że najprawdopodobniej nawaliliśmy z Kolegą Małżonkiem na całej linii. Przez to nasz syn będzie asymetrycznie zdezintegrowany sensorycznie, a jego rozwój będzie nieharmonijny. Do tego będzie niestabilny emocjonalnie, niepewny siebie i niezdolny do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie, przez co skończy jako menel pod sklepem monopolowym, albo jakiś ultraprawicowy polityk (!!!!!). No z czym do ludzi?!

Nie wiem, czy to kwestia wczesnej godziny, ale widzę nagle, jak autorka jednej z książek każe wyrzucić mi kubek Super Mamy, który dostałam już na tak zwany zaś. Autor drugiej za to dzwoni już do opieki społecznej, żeby uprzejmie donieść o moich parentingowych niedociągnięciach.

Nagle dociera do mnie, że w komnacie jaśnie pana jest jakoś cicho. Patrzę na Młodzież – oko zamknięte, drugie też. Małe usta wykrzywione na kształt uśmiechu. Zdaje się, że dziecię chciało się poprzytulać… No i tak to możemy pracować ;)

www.pinterest.com



#happymothersday

poniedziałek, 23 maja 2016

Hormonie, daj żyć!

Hormony to takie cudowne substancje, które pomagają nam ogarnąć  (albo i nie) organizm ;) Ale to nie wszystko... Hormony dają nam, kobietom idealny pretekst do zażerania się kilogramami czekolady oraz do nakazania współtowarzyszowi niedoli zdematerializowania sie i pójścia w tak zwaną cholerę ;) Natomiast kiedy jest już po wszystkim można jak gdyby nigdy nic zatrzepotać rzęsami, zrobić minę kota ze Shreka i najzwyczajniej w świecie wyłgać się hormonami. Z resztą w miarę kumaty facet po kilku takich cyklach sam wyczai bazę i w ogóle nic już nie trzeba mówić ;)

 www.coconutmadeeasy.com



Hormony w połogu  (cóż za piękne słowo) to jest dopiero cymesik ;) Niby w szkole rodzenia była o tym mowa, ale kto by tam przywiązywał do tego wagę. Z resztą hormony, wielkie mi halo! Co miesiąc ogarniam,w ciąży ogarnęłam,to i teraz ogarnę! Jednym słowem bring it!

To całe halo okazało się być jednak większe niż mogłoby się wydawać. Oto bowiem, wraz z porodem nastąpiło wielkie zwolnienie blokady i wszystkie te magiczne substancje zaczęły sobie chaotycznie fruwać po moim ciele jak kuleczki w maszynie losujacej lotto. W dodatku wszystkie raczej bez szans na wylosowanie ;) Za to w połączeniu z wątpliwą jakością snu i przenikliwym płaczem dziecka zrobiły + 100 do poczucia totalnej beznadziei.
"Jak to...?" zdawały się mówić "Nie potrafisz zająć się własnym dzieckiem?!"
"Nie umiesz go uspokoić?!" "Może nie umiesz go NAKARMIĆ?!" "Denerwujesz się?! Jak możesz! Jesteś MATKĄ, musisz nad sobą PA NO WAĆ!" "Co z Ciebie w ogóle za matka?!" I takie tam...
I nagle zamiast #kochamnajmocniej #jestembojestes i #heheszki toniemy razem w morzu łez. On-syn i ja-matka. Zamiast puszczać tyłkiem bańki mydlane i srać tęcza, jak to było w scenariuszu, zastanawiam się, przez które okno będzie korzystniej wyskoczyć, żeby już nie przedłużać tej męki zarówno sobie, jak i dziecięciu...

www.scarymommy.com

Na szczęście w okolicach tego momentu udaje mi się jakoś okiełznać szatana, który tymczasowo opętał mi syna. Czasami, niczym rycerz na białym koniu, wjeżdża Kolega Małżonek zwany od niedawna również Ojcem Dziecka i to właśnie jemu udaje się ogarnąć jakoś to Dziecko Rosemary.

I już można cykać sobie selfiaki ze śpiącym bobasem. Można całować małe stópki, puszczać tyłkiem bańki mydlane i srać tęczą :D

#rękanogamózgnaścianie 

piątek, 13 maja 2016

Zło czai się nocą...

Kiedy zapada zmrok wszystkie matki karmiące zasiadają wygodnie w fotelach, na kanapach, krzesłach, łóżkach i gdzie tam jeszcze mogą tuląc do wielkiego cyca swe nowo lub też niedawno narodzone pociechy. O tejże właśnie porze dokonuje się także wielkie (między)narodowe scrollololo, czyli przegląd wszelkich forów, fejsów, twitterów, instagramów i innych social dobrodziejstw.

Jeszcze będąc w ciąży zapisałam się i ja do jednego z forów dla matek licząc na cenne i pełne mądrości porady dotyczące okołomatczynych spraw wszelkich. Szybko jednak tego pożałowałam, okazało się bowiem, że Janusze Internetów są wszędzie, także na forach parentingowych.

Częściowo o ten stan rzeczy obwiniam NFZ, bo to przez długie kolejki do lekarzy mama Alladyna zamiast wziąć swoje dziecko do lekarza, wrzuca do sieci zdjęcie pulchnego zadka swojego pierworodnego okraszonego wysypką z zapytaniem „Co to może być?”. Podobnie jest z mamą Krystal, która podejrzewa u swojej córeczki Zespół Downa i Autyzm (ewentualnie Zespół Aspergera), bo córeczka owa w wieku dwóch miesięcy nie siedzi, nie chodzi i nawet nie reaguje na swoje imię!!! Dodatkowo uprzedniego dnia dziwnie na nią spojrzała (?!)…

Dalej jest już tylko gorzej :( Jedna z mam pyta o ćwiczenia pomagające wrócić do formy i dobry krem na cellulit. Niestety, biedna ginie pod lawiną hejtu i komentarzy w stylu: „Chcesz być MATKĄ, czy supermodelką?!” Zupełnie jakby to długość worów pod oczami i ilość plam z wymiocin na koszulce świadczyły o sukcesie rodzicielskim…

E. Munch "Krzyk" www.natemat.pl


Jakby tego było mało wszystko to jest okraszone milionem porad wprost z przewodnika znachorki w stylu: guzik w pępku, plasterek na krzyż, nóż w wodzie, czerwona kokardka w wózku, przeciąganie niemowlaka przez spódnicę, itp.


Najczęściej właśnie wtedy, kiedy dochodzę do ściany i myślę sobie, że za chwilę oszaleję i odpadnie mi mózg, przypominam sobie, dlaczego i ja siedzę po nocy, jak ta głupia… Odkładam wtedy telefon i głaszczę cztery włosy na krzyż na głowie mojego synka. Ludzie mieli rację, niemowlaki pięknie pachną…